2011.08 Doliną Renu


Kiedy: 4.-15. sierpnia 2011

Galeria zdjęć

Gdzie: Szwajcaria, Francja, Niemcy
Trasa: 700km wzdłuż Renu, od Jeziora Bodeńskiego do St. Goar w środkowej dolinie Renu
Kto: 50 dzielnych uczestników, 8 organizatorów i pan kierowca (w tym roku miał i autokar i rower)
Jak: rowerami oczywiście
Co widzieliśmy: Konstancję i Jezioro Bodeńskie, Bazyleę, Strasburg, katedry romańskie w Spirze, Wormacji i Moguncji, zamki i zameczki, gdzieś w oddali Alpy, po prawej Góry Schwarzwald a po lewej pasmo Wogezów.

A co robiliśmy jeszcze: degustowaliśmy pyszne reńskie wina w prawdziwej piwnicy winnej, zwiedzaliśmy muzeum techniki w Spirze, graliśmy w łosia (patrz zdjęcia), uciekaliśmy przed deszczem (nie zawsze skutecznie), graliśmy na gitarze (właściwie to Marcin G.), pływaliśmy w Renie (tylko Ci odważni, którzy nie bali się zimnej wody), zajadaliśmy prawdziwe francuskie croissanty i tradycyjne bagietki.

Nasza tegoroczna trasa przebiegała następująco:

Konstancja ? Flaach: 84km
Flaach ? Mohlin k. Bazylei: 81km
Mohlin k. Bazylei ? Breisach: 87km
Breisach ? Strasburg: 80km
Strasburg ? Munchhausen: 75km
Munchhausen ? Speyer: 81km
Speyer ? Bad-Durkheim: 53km
Bad-Durkheim ? Mainz: 91km
Mainz ? St. Goar: 68km

Co daje razem równe 700 km!

Tegoroczna trasa wiodła w tym roku wzdłuż jednego z najważniejszych w Europie szlaków komunikacyjnych ? rzeki Ren. Staraliśmy się wybrać jego najpiękniejszy i najciekawszy odcinek, dlatego zaczęliśmy nie u samych źródeł, lecz dopiero nad Jeziorem Bodeńskim, skąd przy dobrej pogodzie, a taką mieliśmy pierwszego dnia wyprawy, widać w oddali szczyty Alp. Wyprawę zakończyliśmy natomiast w niewielkiej miejscowości St. Goar położonej w środkowej dolinie Renu, która wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Pierwsze dwa dni wyprawy były lekko górzyste ? w końcu to Szwajcaria, jak mogłoby być inaczej. Ale podjazdy mają to do siebie, że jak się już wjedzie pod górę, to potem się z niej zjeżdża i wtedy nawet pedałować nie trzeba. No chyba że wieje taki wiatr, jak dnia trzeciego, uff. Właśnie wtedy zwiedzaliśmy Bazyleę ? można tam wejść na obie wieże katedry. Nie są one jakoś szczególnie wysokie, ale za to dochodzi się do najwyższego możliwego miejsca na nich, tak że bezpośrednio nad głową jest już tylko czubek wieży. Dobrze, że nikomu nie urwało tam głowy ? wiatr chyba wiał z prędkością światła. Jedyne, co nas w Szwajcarii odstraszyło to bardzo wysokie ceny. Dlatego uciekliśmy do Niemiec a potem do Francji, dzięki czemu tego dnia dwa razy przekraczaliśmy granicę i byliśmy w trzech państwach. Czwarty dzień zaczęliśmy od francuskich croissantów i kawy we francuskim mieście-twierdzy Neuf Brisach. Tego dnia nie jechaliśmy wzdłuż samego Renu ale kanału Canal du Rhin, cały czas prosto przed siebie aż do Strasburga. Cały dzień gonił nas deszcz i niestety nie uciekliśmy przed nim. Strasburg zwiedzaliśmy rano dnia piątego ? katedrę Notre Dame, na której taras można było się wspiąć oraz Petit France (Małą Francję) ? zabytkową część z domami o typowej dla tego regionu konstrukcji ryglowej. Nasza trasa wiodła też obok Parlamentu Europejskiego i Rady Europy. Błękitne wody Renu prowadziły nas tego dnia do samego campingu. Dnia szóstego wyjechaliśmy z Francji a nasza trasa już do końca wyjazdu prowadziła przez Niemcy i prawie wyłącznie po asfaltowych ścieżkach rowerowych. Hurra! Dzień siódmy miał tylko 53km i zaczął się od pierwszej niespodzianki ? zwiedzania muzeum techniki w Speyer (Spirze). Samoloty pasażerskie, transportowe, łódź podwodna, prom kosmiczny, lokomotywy, wozy strażackie?, czego tam nie było. A wszystkiego można było dotknąć, wejść do środka i obejrzeć z bliska. Wieczorem na wszystkich Uczestników czekała druga niespodzianka ? degustacja wina w piwnicy pośród winnic. Degustowaliśmy trzy białe wina, trzy czerwone i jedno musujące ? specjały tego regionu. Oj niektórym było wesoło? ;) Dzień ósmy był najdłuższy ze wszystkich, początkowo trasa prowadziła jeszcze wśród upraw winorośli, następnie wróciła nad Ren w Wormacji, zwiedzaliśmy drugą już na naszej trasie katedrę romańską i najstarszy zachowany w Europie cmentarz żydowski. Wieczorem dojechaliśmy do Moguncji. To był długi dzień, a do tego pod koniec dopadł nas deszcz. Ale za to ciepły wieczór nad Renem z butelką reńskiego wina w ręku wynagrodził nam te trudy. Ostatni dzień to zwiedzanie Moguncji ? kolejnej katedry romańskiej i kościoła z witrażami zaprojektowanymi przez Marca Chagala. Kilkadziesiąt ostatnich kilometrów wiodło przez środkową dolinę Renu, która wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. My w dole, nad rzeką a nad nami wzgórza z jednej strony skaliste, porośnięte drzewami a z drugiej delikatniejsze usłane winoroślami. Co jakiś czas nad naszymi głowami górowały średniowieczne zamki pamiętające czasy książąt i rycerzy. I tak dotarliśmy do St. Goar ? celu naszej wyprawy.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć!

fot. Uczestnicy wyprawy