2008.07 Wybrzeżem Bałtyku
Tak było na wybrzeżu:

Tegoroczna wyprawa (5.07-13.07) liczyła około 45 osób - niektórzy dotarli bądź wyjechali w trakcie trwania imprezy. Długość całej trasy wyniosła mniej więcej 500 km - zazwyczaj mniej dla tych, którzy jechali zgodnie z opisem trasy, a więcej dla tych, którzy wybierali własne "skróty". Noclegi zorganizowane były w większości na polach namiotowych, ale również w szkole i OSP.

Dzień pierwszy był jak zawsze dniem organizacyjnym: część z nas przyjechała do Świnoujścia pociągiem z samego rana, inni po południu, może powiedzenie, że z całej Polski byłoby trochę na wyrost. Większość przybyła z Warszawy, lecz i inne miasta miały swych reprezentantów. Już pierwszego dnia jedni Continuowi rowerzyści "przedarli się na terytorium Niemiec" by podziwiać zagraniczny kurort Ahlbeck, inni budowali zamki z piasku, a wszyscy zbierali siły przed pierwszym dniem ostrego rowerowania...

Zaczęliśmy je od wdrapania się na najwyższą latarnię polskiego wybrzeża oraz zwiedzenia fortu Gerharda w Świnoujściu. Przewidziane na ten dzień 71 km poszło później jak z płatka.

Kolejne 4 dni pedałowaliśmy wytrwale, żeby piątego zasłużyć na przerwę w na szczęście słonecznej Ustce. Jechaliśmy bezpośrednio nad samym wybrzeżem, jeśli ktoś nie wierzy, zamieszczamy zdjęcia :) Odcinek po plaży wynosił jedynie 8 km, ale i tak zapadł wszystkim w pamięci. Zazwyczaj poruszaliśmy się jednak utartymi szlakami - czasem międzynarodowym R-10, czasem własnego autorstwa. Zaplanowana trasa pozwoliła nam przez pierwsze dni zobaczyć między innymi latarnie morskie w Gąskache, Niechorzu, Jarosławiu, ruiny kościoła w Trzęsaczu, Zamek Książąt Pomorskich w Darłowie i wiele deptaków i deptaczków we wszystkich większych i mniejszych miejscowościach nadmorskich. Atrakcji dostarczała także natura - przede wszystkim zapewniając dość dobrą pogodę (wiało zawsze w plecy, a padało zawsze z góry ). Pierwsze dni to także podziwianie przyrody - np. wybrzeża klifowego w Wolińskim Parku Narodowym.

Na wyjeździe nie brakowało również wieczornej integracji - czasem przy ognisku z kiełbaskami, a czasem przy namiotach (bez kiełbasek). Jedni grywali w kalambury, inni śpiewali piosenki...

W Ustce, w dniu wolnym od pedałowania, większość podróżników oddała się standardowym uciechom - wylegiwaniu się na słońcu, pożeraniu gofrów, rybek itp., graniu w siatkówkę. Michał z Łukaszem zwiedzili natomiast Muzeum Chleba.

Podczas kolejnych 3 dni jazdy odbijaliśmy trochę w głąb lądu - trochę z chęci zwiedzenia skansenu w Klukach, trochę ze względu na wydmy w Słowińskim Parku Narodowym, które stanęły nam na drodze, a do których część grupy Continuo dotarła w ramach wspólnej mini-wycieczki. W części wyprawy miedzy Ustką a Gdynią trasa prowadziła głównie urokliwymi drogami gruntowymi i leśnymi ścieżkami, które były niezłym sprawdzianem dla naszych amortyzatorów. Dodatkowego wdzięku odcinkowi Ustka-Łeba dodała pomyłka Krzyśka, który dodając kilometry, zgubił gdzieś 15...

Ostatniego dnia wszyscy wstaliśmy wcześniej żeby pokonać 66-o kilometrowy dystans z Wierzchucina do Gdyni i zdążyć na pociągi do domu.


fot. Agnieszka Kalemba

fot. Basia i Mario

fot. Eliza Starczewska

fot. Łukasz Pełka

fot. Marceli Zielnik

fot. Marta Kowalska

fot. Michał Tomasini

fot. Piotr Jasiński

fot. Przemek Kozłowski

fot. Tomasz Potocki


fot. Marcin Uzdowski